Rozważania pasyjne 22.02.2026 r.

Jest noc. Jerozolima śpi. Tysiące pielgrzymów przybyłych z całej Palestyny i z diaspory na święto Paschy, pogasiło już oliwne światła. Nastała głęboka cisza. Wnet jednak daje się słyszeć gwar.

Oto od Góry Oliwnej spory oddział żołnierzy i uzbrojonej w miecze i kije straży świątynnej prowadzi skrępowanego człowieka. Idzie on boso. Z szyi zwisa mu długa pętla utrudniająca oddychanie.

Tak prowadzono oskarżonych. Tak też zapewne Jezusa.

Mieli przejść aż do zachodniej części miasta. Tam znajdował się pałac Kajfasza. Najpierw jednak zapukali do drzwi Annasza, był teściem Kajfasza. Choć kiedyś przez 9 lat był arcykapłanem, teraz nie miał prawa sądzić Jezusa. Tu Chrystus dostaje pierwszy policzek.

Rozmowa z Annaszem, o której pisze św. Jan Ewangelista nie trwa długo, bowiem w domu Kajfasza czekają już niecierpliwi Żydzi. Arcykapłan 18 lat sprawuje rządy. Musiał uchodzić za tego, który umie zorganizować wszystko i nigdy nie przegrywa. Nikt bowiem nie był w owych czasach tak długo arcykapłanem jak on Kajfasz. Wiedział, komu się podlizać i za ile, z kim trzymać, a z kim się układać.

Mieszkał niedaleko teścia. To u niego zebrała się wysoka Rada, nazywana także Sanhedrynem. Liczyła ona 70 osób, plus arcykapłan. Żeby przegłosować wyrok śmierci, wystarczyła obecność 23 członków Rady.

Wszystko było dograne, skoro o tej porze byli obecni członkowie sądu żydowskiego.

W skład Rady wchodzili przede wszystkim arcykapłani, tzn. ci którzy kiedyś byli arcykapłanami, ale później zniesiono ich z urzędu.

Poza arcykapłanami w Radzie zasiadali tzw. starsi. Byli to bardziej zamożni obywatele żydowscy.

Sporą grupę w Radzie stanowili tzw. uczeni w Piśmie. To prawnicy, teolodzy ludzie znający się na Prawie Mojżeszowym (Tora), dbający o to by, poprawnie uczyć nowe pokolenia izraelskie wiary w jedynego Boga.

Wysoka Rada wcale nie musiała sądzić Jezusa. Już z góry mieli uplanowany wyrok. Przecież dobrze wiedzieli, że nie można sądzić w nocy, że nie można sądzić bez obrońców. Mimo wszystko chcą jednak zachować pozory prawa.

Postarali się o świadków, oczywiście fałszywych, za pieniądze, bo prawdziwi nie powiedzieliby nic złego o Jezusie.

Co więcej, Żydom zależy na kłamstwie. Ewangelia mówi, że szukali fałszywego świadectwa. Ale świadectwa nie były zgodne, świadkowie się plątają. Sytuacja robi się niezręczna. Nawet gdy oskarżają Jezusa o to, że chciał zburzyć świątynię – największy skarb i dumę narodu żydowskiego, na który nie można było ani słowa powiedzieć – nawet to świadectwo nie było zgodne. Jezus milczy. Zarzuty padają. Nie są przekonywujące. Nie wytrzymał arcykapłan.

– Czy ty jesteś Synem Bożym? – zapytał.

Teraz Jezus nie milczy, nie może milczeć. Nie odezwał się, gdy stawiano głupie zarzuty. Teraz chodzi o podstawową prawdę.

– Tak jestem Synem Bożym, ale zobaczycie mnie kiedyś jako równego Bogu, gdy będę was sądził przychodząc z nieba.

Arcykapłan na to czekał. Rozdarł szaty na znak zgorszenia. Jak śmie Jezus nazywać się Mesjaszem, Synem Bożym, to bluźnierstwo.

O ironio! Tysiąc lat czekali na Mesjasza, a kiedy stał przed nimi i przyznał się, że jest wysłany przez Boga, nazwali Go kłamcą.
Jezus przyznał się, kim jest, że jest Synem Bożym, Mesjaszem, wiedząc jaką cenę za to zapłaci. Nie zaprzeczył.

Wyrok zapadł, choć nie było wolno, w tym samym dniu wydawać wyroków, co oskarżono. Żydzi jednak nie liczą się z prawem, stosują prawo, tak jak je rozumieli, wielokrotnie je łamiąc by uzasadnić już z góry wydany wyrok na skazańca.

Żydzi zrobią wszystko, żeby zniszczyć niewygodnego Jezusa.

Nie mogą Go jednak ukrzyżować.

Dlaczego ? ……………..